Dziś szukamy odpowiedzialnych ludzi dla tych kociąt, jak i pozostalych przebywających pod naszą opieką. Są odrobaczone, zachipowane, po pierwszym szczepieniu na choroby zakaźne, testy na choroby zakaźne są ujemne 💪🫶Maja ok 3 m-cy, korzystają z kuwety. 📍 Obowiązuje umowa adopcyjna.Szukamy wyłącznie osób świadomych, empatycznych i odpowiedzialnych. Takich, które wiedzą, że zwierzę nie jest zabawką ani problemem do wyrzucenia, tylko żywą istotą, za którą odpowiada się przez całe jej życie i ponosi koszty z tym związane. Prosimy o udostępnienia. Być może dzięki nim te maleństwa trafią do ludzi, którzy pokażą im, że człowiek potrafi również kochać.Tel. 512-860-567💔 Wyrzucone jak śmieci… Bo komuś zabrakło odpowiedzialności.Karton. Kilka przerażonych, około dwumiesięcznych kociąt. Porzucone przy działkach na ul. Ciepłej, jak niepotrzebne rzeczy.To nie był przypadek. To była świadoma decyzja człowieka.A przecież wystarczyło wykastrować kotkę.Naprawdę. Wystarczyło zadzwonić do fundacji lub Urzędu Miasta i zapytać o możliwość dofinansowania zabiegu. W wielu przypadkach można uzyskać pomoc. To kosztuje znacznie mniej niż cierpienie, które później ponoszą zwierzęta i ludzie próbujący je ratować.Zamiast tego ktoś wybrał najłatwiejsze rozwiązanie – wyrzucić problem.Problem jednak nie zniknął.Spadł na nas.To my ponosimy koszty utrzymania, leczenia, profilaktyki weterynaryjnej, szczepień i czipowania. To my drżymy o ich zdrowie, bo w dużym skupisku zwierząt o choroby zakaźne bardzo łatwo. To my zastanawiamy się, czy zdążymy znaleźć im dobre domy, zanim zabraknie miejsca.A najbardziej boli to, że przez kolejne porzucone maluchy dorosłe koty znowu schodzą na dalszy plan. Czekają tygodniami, a nawet miesiącami, bo w azylach i domach tymczasowych zwyczajnie nie ma już miejsca.Ludzie często widzą tylko urocze zdjęcia kociąt. Nie widzą bezsennych nocy, stresu, rachunków u weterynarza, codziennej opieki i ciągłego strachu, czy wszystkie przeżyją i czy nie zachorują. Nie widzą łez, bezsilności i odpowiedzialności, która każdego dnia spoczywa na barkach wolontariuszy.Te maluchy miały dom. To widać od pierwszej chwili. Korzystają z kuwety, nie boją się człowieka, wtulają się w ramiona, szukają dotyku i czułości. Ktoś je oswoił. Ktoś nauczył je ufać. A potem zamknął w kartonie i zostawił na pewną śmierć.Nie ma na to żadnego usprawiedliwienia.Mimo wszystko wierzymy, że ich historia będzie miała szczęśliwe zakończenie.Kociaki zostały odrobaczone. Mają około 2 miesięcy. W najbliższych dniach przejdą badanie weterynaryjne, zostaną zaszczepione przeciw chorobom zakaźnym i zaczipowane.Teraz najbardziej potrzebują jednego – kochających, odpowiedzialnych domów, które już nigdy ich nie zawiodą.











